infoCAR

Zaloguj się

Światła dzienne we mgle – z tyłu jesteś niewidoczny!

Utworzono: 26-10-2018 0:56

Automatyczne światła, gdzie to komputer decyduje który reflektor ma rozbłysnąć, są bez wątpienia bardzo wygodnym wynalazkiem, ale niestety nie bezbłędnym. Często podczas gęstej mgły komputer wybiera światła do jazdy dziennej, a niestety może to być bardzo niebezpieczne.

Materiały własne InfoCar

Materiały własne InfoCar

O zaletach korzystania ze świateł do jazdy dziennej nie trzeba dzisiaj raczej nikogo przekonywać. Zmiany w prawie dotyczącym oświetlenia pojazdów zostały wprowadzone na mocy dyrektywy unijnej od razu spodobały się kierowcom. Nie trzeba już pamiętać o włączeniu świateł, bo uruchamiają się od razu po przekręceniu kluczyka. Samochód do jazdy w ciągu dnia wykorzystuje wyłącznie reflektory przednie, które emitują światło o mniejszej intensywności niż światła mijania. Najczęściej źródłem światła w tych reflektorach są diody LED, które charakteryzują się bardzo niskim poborem mocy i długą żywotnością. To sprawia, że korzystanie ze świateł do jazdy dziennej jest tańsze niż korzystanie z konwencjonalnych. Oszczędzana jest nie tylko energia potrzebna do zasilenia reflektorów, co oznacza mniejsze zużycie paliwa, ale również koszty ponoszone z tytułu wymiany żarówek. W wielu modelach kilkuletnich aut żarówki H7 lub H4 przepalają się nawet raz na pół roku. Nie dość, że ich ceny nie są wcale niskie, to nierzadko wymiana przysparza wiele problemów przez co kierowcy decydują się na wymianę u mechanika. Problem dotyczy większości nowych aut. To znacząco podnosi cenę korzystania ze standardowych świateł. LED-y natomiast są trwalsze i nawet w sytuacji, gdy przepali się kilka diod,  reflektor pozostaje wystarczająco sprawny, by spełniać swoje zadanie. To wszystko sprawia, że kierowcy chętnie korzystają ze świateł do jazdy dziennej. Zarówno ci, którzy mają dostatecznie nowe pojazdy, jak również posiadacze starszych samochodów, którzy przerobili swoje auta, by korzystać z dobrodziejstw diod LED. Wszystko to nie zwalnia jednak kierowców z obowiązku dobierania rodzaju oświetlenia do warunków ruchu. Zbyt często również kierowcy zdają się na działanie „automatu”, który wykorzystuje czujnik zmierzchu do dobierania rodzaju oświetlenia.

Część kierowców przełącza światła dzienne na mijania dopiero wówczas, gdy sami za mało widzą. Niestety wcześniej samochód jest już za mało widoczny dla innych uczestników ruchu. Dotyczy to gównie widoczności z tyłu. Prawidłowo działające światła do jazdy dziennej, świecą tylko z przodu – tylne reflektory są wyłączone. Dopiero włączenie świateł mijania sprawia, że żarówki zamontowane z tyłu rozbłyskają czerwonym światłem. W warunkach ograniczonej widoczności jazda w z włączonymi światłami do jazdy dziennej stwarza ryzyko uderzenia w tył samochodu przez inne pojazdy. Warto zatem zadbać o własne bezpieczeństwo i świadomie korzystać z przełącznika świateł. Ustawienie przełącznika w pozycji „auto” nie zawsze gwarantuje, że pojazd będzie widoczny. Czujniki nie są doskonałe, rozpoznają bowiem tylko zmierzch, światła nie włączą się podczas ulewy, śnieżycy lub mgły, gdy na zewnątrz będzie dostatecznie jasno.

Posiadacze samochodów którzy sami doposażyli swoje pojazdy w światła do jazdy dziennej muszą również pamiętać o tym, że ich reflektory mają zazwyczaj znacznie niższą moc niż światła montowane fabrycznie. Dlatego w wielu przypadkach dobrym pomysłem będzie rezygnacja z LED-ów na czas jesiennych podróży.

Oprócz ryzyka związanego z kolizją drogową, kierowcy niedostosowujący oświetlenia pojazdu do warunków ruchu narażają się na mandat karny w wysokości 100 zł.

Podziel się