infoCAR

Zaloguj się

Światła stop, a hamowanie silnikiem

Utworzono: 24-04-2013 0:00

Od dawna lansowany styl ekojazdy, charakteryzujący się m.in. hamowaniem silnikiem, zyskał w Polsce wielu entuzjastów. Niestety ten sposób wytracania prędkości oprócz wielu zalet, ma też istotną wadę – podczas takiego hamowania nie włączają się światła "stop".

Światło stop, źródło: http://wikipedia.org

Światło stop, źródło: http://wikipedia.org

Światła hamowania działają tylko wówczas, gdy kierowca wciśnie pedał hamulca zasadniczego (nożnego). Te nie zapalą się, gdy użyty zostanie hamulec awaryjny (ręczny) lub hamowanie odbywać się będzie poprzez redukcję biegów. Niestety okazuje się, że przez hamowanie silnikiem dochodzi do wielu stłuczek. Powodem jest brak czytelnego sygnału, że poprzedzający pojazd zwalnia. O ile chodzi o zwykłe zdjęcie nogi z gazu, nie jest to jeszcze niebezpieczne. Gorzej wygląda sytuacja, gdy wprawny kierowca szybko zmniejsza prędkość poprzez redukcję biegów. Nie mnożna oczywiście w takiej sytuacji winić kierowcy, który hamuje silnikiem. Obowiązkiem, kierującego, który jedzie z tyłu, jest utrzymywanie bezpiecznego odstępu. Wielu ekokierowców woli jednak ostrzegać, że ich pojazd hamuje.

Metoda jest prosta. W razie potrzeby zasygnalizowania, że pojazd hamuje silnikiem, wystarczy lekko nacisnąć pedał hamulca. Na tyle mocno, by włączyły się światła stop ina tyle lekko, by klocki hamulcowe nie zacisnęły się na tarczach. W ten sposób można korzystać z dobrodziejstw hamowania silnikiem i sygnalizować innym kierowcom, że pojazd zwalnia. Coraz częściej jednak słyszymy o zautomatyzowaniu tego procesu.

Dużo tego typu wniosków można wyczytać na forach dla motocyklistów. Okazuje się, że jednoślady znacznie skuteczniej hamują silnikiem niż np. samochody osobowe (chodzi w szczególności o hamowanie przy zamkniętej przepustnicy). Motocykle potrafią w takich sytuacjach wytracać prędkość z siłą podobną do normalnego hamowania. Światła "stop" w takich przypadkach oczywiście nie zapalają się.

Dla motocyklistów sygnalizowanie hamowania silnikiem jest o tyle ważne, że w razie uderzenia w tył, konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. Motocykliści nie są chronieni karoserią, więc w razie, nawet lekkiego uderzenia, może dojść do groźnej wywrotki. Dlatego kierujący jednośladami również stosują zasadę włączania świateł "stop".

Potrzeba zastosowania automatu do włączania świateł nie każdego przekonuje. Zdaniem niektórych kierowców, byłoby to zupełnie niepotrzebne rozwiązanie – mowa jednak o kierowcach, którzy po prostu nie hamują silnikiem. Dla nich faktycznie wynalazek nie byłby potrzebny.

Otwartą kwestią pozostaje, w jaki sposób hamowanie silnikiem miałoby być sygnalizowane. Zdania na forach internetowych są podzielone. Możliwości jest co najmniej kilka:

wykorzystanie świateł "stop" w sposób identyczny, jak przy konwencjonalnym hamowaniu,
włączenie świateł "stop" z ograniczeniem intensywności świecenia,
użycie migacza świateł "stop".
Każde z podanych rozwiązań ma swoje wady i zalety. Wadą tego ostatniego jest to, że migacze świateł stop są używane przez niektóre marki do zasygnalizowania gwałtownego hamowania awaryjnego. W takiej sytuacji kierowca znajdujący się z tyłu, otrzymuje czytelny sygnał, że również musi gwałtownie hamować.

Pozostałe propozycje są warte rozważenia, ale muszą być poprzedzone odpowiednimi badaniami. Jak na razie prawo nie dopuszcza montowania w pojazdach tego typu wynalazków, choć wiadomo, że takie już powstają w prywatnych garażach. Można jednak przypuszczać, że już niedługo automat do włączania świateł "stop" trafi do nowych, seryjnie produkowanych aut. Możliwe, że jest to kwestią niedalekiej przyszłości.

Podziel się