infoCAR

Zaloguj się

Legendy WORD: Radom

Utworzono: 08-12-2015 0:00

Na temat najciekawszych historii zawiązanych z działalnością WORD Radom rozmawiamy z wieloletnim dyrektorem ośrodka  Mirosławem Szadkowskim.

Na szczęscie podczas egzaminu nikt nie ucierpiał, źródło: WORD Radom

Na szczęscie podczas egzaminu nikt nie ucierpiał, źródło: WORD Radom

Niedziałający kierunkowskaz

Pewna młoda kobieta otrzymała zadanie sprawdzenia działania kierunkowskazów podczas części praktycznej egzaminu na placu manewrowym. Stanęła za autem i zaczęła się przyglądać. Egzaminator zapytał, czy kierunkowskaz działa. Egzaminowana odpowiedziała: - działa, nie działa, działa, nie działa, działa, nie działa…

Podłożona świnia

Młody mężczyzna przed egzaminem praktycznym na kategorię C oświadczył egzaminatorowi, że on to w zasadzie nie chce zdać. Oświadczenie kandydata na kierowcę bardzo zaskoczyło egzaminatora, ale ten oczywiście zakończył egzamin z wynikiem negatywnym. Na koniec egzaminator zapytał skąd pomysł, żeby w ogóle nie przystępować do opłaconego egzaminu. W odpowiedzi kandydat na kierowcę powiedział: - Gdybym zdał, ojciec kazałby mi wozić świnie ciężarówką, a tak nie zdałem egzaminu i nawet mam na to papier.

Podziękowania od rodzica

Jako dyrektor bardzo często spotykam się z niezadowoleniem rodziców, którzy bardzo często nadmiernie ufają słowom swoich dzieci. Zdarzył się jednak taki przypadek, że przyszedł do mnie ojciec młodej dziewczyny, która za 6 razem zdała w końcu egzamin na prawo jazdy w naszym ośrodku. Powiedział mi on tak: - Gdy córka wracała po niezaliczonych egzaminach do domu, to słyszałem komentarze pod adresem egzaminatorów, dyrektora, całej instytucji WORD, a nawet ministra transportu, których wolałbym nie cytować. Wiem jednak, że gdyby moja córka już wtedy dostała prawo jazdy, to byście ją tym skrzywdzili. Teraz, gdy douczyła się i w końcu zdała egzamin wiem, że dobrze radzi sobie za kierownicą. Chciałbym podziękować za to, że proces egzaminowania był dokładnie tak długi, jak to było konieczne. Dzisiaj nie boję się dać jej kluczyków do samochodu, bo widzę, że się nauczyła jeździć. – Pan grzecznie podziękował za spotkanie i wyszedł.

Prawo jazdy w wojsku by się przydało

Pewnego razu przyszedł do mnie ojciec z synem i mówi do mnie: - Chłopak za trzy dni idzie do wojska i te prawo jazdy przydałoby mu się. U mnie w gospodarstwie jeździ wszystkim, ciągnikiem kombajnem i również moim samochodem. Radzi sobie doskonale, a tu już 6 razy był i nie może zdać egzaminu, a w wojsku prawo jazdy by mu się przydało – zaznaczał zatroskany ojciec. W tamtym czasie służba wojskowa była obowiązkowa i faktycznie była taka opinia, że z prawem jazdy jest lżej. Ja w międzyczasie poprosiłem w sekretariacie o historię egzaminacyjną interesanta, o którym mowa. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że ten młody mężczyzna w naszym ośrodku nigdy nie był nawet zapisany na egzamin. Zapewne młodzieniec brał od ojca pieniądze na egzamin, na podróż itd. ale w ośrodku nigdy nie był. Nie chciałem być świadkiem rękoczynów, bo po człowieku było widać, że jest na to potencjał, więc tę informację zachowałem dla siebie. Odprowadzając panów po schodach, puściłem ojca przodem, a synowi, szepnąłem na ucho, że mam nadzieję, że jak już będzie w wojsku, to się ojcu do wszystkiego przyzna. Ten natomiast odpowiedział szeptem – ojciec jest bardzo nerwowy, dziękuję.

Pieszy znikąd 

Kolejny przypadek dotyczy dosłownie pierwszych dni po wprowadzeniu nagrywania przebiegu egzaminu. Do mojego gabinetu przyszedł zdenerwowany ojciec i mówi:  -  Z tego, co ja tu słyszę od dziecka, to egzaminator pozwala sobie na zbyt dużo, bez przyczyny przerwał egzamin! Wobec przedstawionych zarzutów zaprosiłem ojca z synem na obejrzenie nagranego materiału. Sam byłem ciekaw, co takiego się tam wydarzyło. Podczas oglądania okazało się, że egzaminator musiał zahamować, bo w przeciwnym razie pieszy na pasach zostałby potrącony. Widząc to kandydat na kierowcę krzyknął: - Boże, ja tego człowieka w ogóle nie widziałem! Tymczasem przed obejrzeniem materiału, kandydat na kierowcę twierdził, że pieszy miał do przejścia jeszcze co najmniej kilka kroków i nie było konieczności zatrzymania się. To też było prawdą, ale niestety kandydat obserwował tylko jedną stronę jezdni, drugiej już nie, a to właśnie z tej drugiej strony nadchodził pieszy. Gdyby nie nagranie, to ten kandydat na kierowcę i jego rodzina mówiliby zapewne o tym, że egzaminatorzy są złośliwi i niesłusznie przerywają egzaminy. Tymczasem młody człowiek przeprosił za swoje zachowanie i panowie opuścili WORD bez poczucia krzywdy.

Agresja werbalna

Do sekretariatu wpadła wyraźnie poirytowana kobieta i już z progu podniesionym głosem zażądała rozmowy z dyrektorem. Akurat byłem wówczas w sekretariacie, więc przedstawiłem się i zapytałem o co chodzi. Pani odpowiedziała: - Egzaminator wobec mojej córki przejawiał agresję werbalną! Chcąc zachować konwencję rozmowy zapytałem: - Czy na poziomie deklaratywności? Pani niestety nie kontynuowała rozmowy, wyraźnie zaskoczona postała chwilkę, obróciła się na pięcie i wyszła…

Protegowany

Innym razem w moim gabinecie pojawił się pewien mężczyzna i podniesionym głosem powiedział do mnie: Proszę pana, moja żona powinna zdać! – A na jakiej podstawie pan wnosi, że powinna? – zapytałem. Proszę pana, ja już 10 lat pracuję w prokuraturze! – odpowiedział mężczyzna. Odpowiedziałem, że nie wiem, jaki to ma związek z egzaminami jego żony i jeżeli chce, to zadzwonię do prokuratury, by upewnić się, że został upoważniony do posługiwania się szyldem prokuratury w WORD. Mężczyzna niestety nie miał na to ochoty i równie szybko jak wszedł do gabinetu, tak szybko go opuścił…

Ojciec egzaminator

Rodzic kandydata na kierowcę przyszedł do mnie na skargę i powiedział:  - Cały czas jechałem za synem mercedesem… Tutaj mu przerwałem, by dopytać, czy aby na pewno marka samochodu ma tu znaczenie. Mężczyzna kontynuował jednak:  - Cały czas jechałem za nim, wszystko wykonał prawidłowo i powinien zdać! Po rozmowie z egzaminatorem okazało się, że faktycznie młody człowiek powinien zdać i pewnie zdałby, gdyby ciągle nie patrzył na mercedesa jadącego cały czas za nim. Chłopak tak bacznie obserwował to, co się dzieje za nim, że uwagi nie starczyło na to, co działo się przed nim. Zabrakło podzielności uwagi i niestety na skutek zaistnienia niebezpiecznej sytuacji, egzaminator musiał wcisnąć pedał hamulca i przerwać egzamin.

Elką w słup

Podczas egzaminu w ruchu miejskim egzaminowana dostała polecenie zaparkowania na niemal zupełnie pustym parkingu. Warunki był zatem komfortowe. Niestety zdarzyło się tak, że młoda kobieta nie zatrzymała się w miejscu parkingowym, tylko z impetem wjechała w latarnię. W tym przypadku oczywiście nie można było mieć pretensji wobec  osoby, która prawa jazdy jeszcze nie ma. Pretensje miałem natomiast wobec egzaminatora, który w tym czasie był w pojeździe i mógł tej kolizji zapobiec. Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale oczywiście egzamin nie mógł być zaliczony.

Terenowa micra

Młoda kobieta podczas wykonywania zadania na placu manewrowym polegającym na jeździe po łuku do tyłu i do przodu, wykonywała wszystko dobrze, aż do momentu, gdy miała zatrzymać się po cofaniu w tzw. kopercie. W tym momencie niestety egzaminowana pomyliła pedał hamulca z pedałem gazu i samochód z impetem ruszył do tyłu. Im mocniej kobieta hamowała, tym szybciej samochód jechał do tyłu. Efekt był taki, że ostatecznie egzaminacyjny Nissan Micra zatrzymał się na skarpie. Wyglądało to groźnie (na zdjęciu) ale na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach i z niewielkimi ofiarami w sprzęcie. Egzamin nie został zaliczony.

Urwana rynna

Kolejny przypadek również dotyczy hamowania gzem. Egzaminowana nie zatrzymała samochodu w wyznaczonym miejscu, tylko zaskakująco ruszyła do przodu. Uczyniła to na tyle niefortunnie, że urwała rynnę zwisającą z wiaty dla postoju samochodów egzaminacyjnych. Po tym wydarzeniu i kilku podobnych, postanowiliśmy wkopać w ziemię opony, które zabezpieczają nas przed wystąpieniem podobnych przypadków w przyszłości.

Podziel się