infoCAR

Zaloguj się

Legendy WORD: PORD Gdańsk

Utworzono: 24-07-2015 0:00

Zazwyczaj w cyklu Legendy WORD opisujemy historie zabawne, raczej nie przynoszące chluby ich bohaterom. Tak jest i tym razem, aczkolwiek zaczniemy od historii innej, nie tyle śmiesznej, co wielce imponującej.

Zderzenie na placu manewrowym PORD, źródło: Andrzej Pepliński PORD Gdańsk

Zderzenie na placu manewrowym PORD, źródło: Andrzej Pepliński PORD Gdańsk

 

Legendy Pomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Gdańsku zebrał dla nas wieloletni egzaminator pełniący obowiązki zastępcy dyrektora ośrodka Andrzej Pepliński:

Andrzej Pepliński, PORD Gdańsk, źródło: materiały własne info-car.pl

Prawo jazdy w wieku 75 lat

Zdarzyło mi się osobiście, że egzaminowałem panią w wieku 75 lat. Pani zdała stare testy za pierwszym razem bez ani jednego błędu, po czym podeszła do egzamin praktycznego. Przed egzaminem zapytałem ją, co się stało, że postanowiła zdawać egzamin tak późno, odpowiedziała, że zmarł jej mąż, samochód stoi w garażu, a ona chciałaby nim jeździć na cmentarz, na zakupy itp. Rozpoczęliśmy egzamin, były to czasy, gdy na palcu manewrowym wykonywane były wszystkie zadania z parkowania: przodem, tyłem, skośne itd. Ta część egzaminu trwała 27 minut, pani mieściła się na milimetry, ale wykonała wszystkie zadania bezbłędnie. Po wykonaniu wszystkich zadań pojechaliśmy na egzamin w ruchu drogowym. Ta pani pokonała bardzo trudną trasę egzaminacyjną bezbłędnie i to wcale nie „zamulając”, tylko naprawdę dynamicznie. Zapytałem ją na zakończenie egzaminu, bo byłem pełen podziwu dla jej umiejętności, czy miała kiedyś prawo jazdy. Odpowiedziała, że nie, że całe życie pracowała na odpowiedzialnych kierowniczych stanowiskach, w tym przed emeryturą w funkcji prezesa dużego przedsiębiorstwa i bardzo poważnie do życia podchodzi. Powiedziała, że do nauki jazdy też bardzo poważnie podeszła. To znaczy jak – zapytałem – Wyjeździłam 450 godzin jazdy – odpowiedziała. I to właśnie jest największa legenda naszego ośrodka.

Bez prawa jazdy w wieku 84 lat

Najstarszą osobą, która podchodziła do egzaminu w naszym ośrodku był 84 letni pan, który swoich sił próbował 40 razy. Po 40 podejściu nie pojawił się u nas więcej – nie wiemy, czy zdał gdzie indziej, czy zrezygnował. Pan w każdym razie walczył ambitnie, ale niestety nie miał już predyspozycji psychomotorycznych i nie radził sobie wystarczająco dobrze z panowaniem nad autem. Z nim było odwrotnie niż w przypadku 75 letniej pani. To on był wożony, żona zmarła i został samochód, więc była to jego pierwsza styczność z pojazdem.

Kursantka w słup

Jako jeden z nielicznych WORD w kraju posiadamy zadaszony plac manewrowy, taki dach musi się na czymś trzymać, w naszym przypadku są to dość liczne filary, które wcześniej służyły jako podpora suwnic dawnego zakładu przemysłowego, który działał w tym miejscu. Są to zatem słupy bardzo solidne. Kiedy otwieraliśmy tutaj ośrodek zakładaliśmy się ile samochodów będzie lądować na tych słupach. Nie mieli racji ci, którzy twierdzili, że będzie ich kilka w tygodniu, na szczęście jest ich znacznie mniej, ale niestety się zdarzają. Wynika to z faktu, że kandydaci na kierowców nie zawsze są dostatecznie dobrze przygotowani do egzaminu i z tego, że egzaminator podczas wykonywania zadań na placu musi znajdować się poza pojazdem, wobec czego nie może hamować. Jednym z najciekawszych przypadków uderzenia w słup był ten, gdy pani zdająca egzamin na kategorię B pomyliła pedał hamulca z pedałem przyspieszenia wobec czego zamiast hamować, ruszyła z impetem do przodu i doszczętnie roztrzaskała samochód egzaminacyjny na słupie. Zdenerwowany egzaminator podbiegł do auta, otworzył drzwi i krzyknął: – Co pani zrobiła?! W odpowiedzi usłyszał: - To ja mogę iść zapisać się na kolejny termin?
Być może i jest to zabawne, ale nas bardzo zaniepokoiło, czy z tą panią wszystko jest w porządku, bo jeżeli ktoś po takim wypadku tak reaguje, to budzi pewne podejrzenia co do stanu psychicznego danej osoby. W każdym razie pani podchodziła do egzaminu w naszym ośrodku kilkakrotnie i ostatecznie nie uzyskała u nas uprawnień.

Egzaminator w słup

Problemy z filarami naszego zadaszenia dotyczą nie tylko kandydatów na  kierowców. Pewnego razu podczas egzaminu na kategorię C, egzaminator przerwał egzamin za najechanie na linię, przesiadł się z osobą egzaminowaną i jadąc tłumaczył, dlaczego ten egzamin przerwał, robił to jednak na tyle intensywnie, że wpakował się w słup podtrzymujący wiatę. Ten egzaminator nie popracował u nas długo…

Kolizja na placu manewrowym

Kolejna sytuacja, również dotyczy placu manewrowego. Zdarzyło się pewnego razu tak, że kandydaci na kierowców tak wykonywali zadania egzaminacyjne na placu, że doszło do zderzenia dwóch naszych pojazdów.

Kolizja w mieście

Na tym jednak nie koniec takich wypadków. Do zderzenia naszych pojazdów egzaminacyjnych doszło również w ruchu drogowym, ale wówczas zderzył się autobus egzaminacyjny, z naszym samochodem ciężarowym.

Drzemka na egzaminie

W początkowych latach pracy ośrodka pracowali u nas głównie starsi egzaminatorzy i jak to bywa w zaawansowanym wieku, zdarzały się różnego typu problemy ze zdrowiem. Jeden egzaminator pracował u nas z ukrywaną cukrzycą, ale jak się okazało nie udało mu się wszystkiego ukryć. Ta choroba ma to do siebie, że chorzy często zapadają w sen. Tak też było podczas egzaminu na prawo jazdy. Egzaminator skierował kandydata na kierowcę na trasę i kazał jechać na wprost. Przebudził się dopiero po 30 km…

Tylko do kościoła

Już jako zastępca dyrektora miałem tutaj sytuację, że wtargnął do mojego gabinetu starszy pan z reklamówką jakichś wielkich białych jabłek i mówi: - Panie kierowniku, moja córka tutaj zdaje i nie może zdać, chodzi tylko o zaświadczenie, żeby mogła do kościoła jeździć, to tylko 6 kilometrów, przecież ona umie! Nic więcej. Daję jabłka! Wspomina córka zdawała egzamin u nas kilkanaście razy, zazwyczaj nie wyjeżdżała nawet na miasto i w dodatku była osobą bardzo awanturującą się. Zazwyczaj też egzaminy tej pani kończyły się interwencją policji, ponieważ nie mogła zrozumieć dlaczego nie zdała (choć sprawy były ewidentne) i nie chciała opuścić samochodu egzaminacyjnego.  W każdym razie u nas uprawnień nie uzyskała, wiemy natomiast, że przeniosła dokumenty do Elbląga, nie wiemy, jednak jak tam jej poszło.

Złośliwy mąż

Kontakty z rodziną kandydatów na kierowców to w ogóle jest kopalnia ciekawych opowieści. Pewnego razu zadzwonił do nas mąż kandydatki i mówi, że żona jest bardzo chora, czy nie można przełożyć egzaminu. My, wykazując dobrą wolę, przełożyliśmy termin. Następnego dnia pojawiła się jednak zupełnie zdrowa rzeczona pani i dziwiła się, że nie ma dla niej terminu. Po przedstawieniu przez nas sprawy, powiedziała, że oni są właśnie w trakcie rozwodu, a mąż robi jej tak na złość… Po tym zdarzeniu nie można już było u nas przełożyć egzaminu przez telefon.

Zamiana

Podczas egzaminu teoretycznego mieliśmy kiedyś taką sytuację, że egzaminator spostrzegł, że osoba zdająca egzamin wygląda na starszą niż wynika to z dokumentów – zamiast 19 lat,  na sporo więcej. Po przyjeździe policji okazało się, że egzamin za córkę postanowiła zdać matka…

Sprinter

Za czasów starego egzaminu teoretycznego zdarzyło się nam, że kandydat na kierowcę zakończył egzamin po 19 sekundach i na wszystkie pytania odpowiedział dobrze (pytań wówczas było 18). Pan podniósł rękę, egzaminator się pyta, w czym może pomóc, a ten powiada, że już skończył i czy może sobie iść. Potem w ruchu drogowym okazało się oczywiście, że pan przepisów w ogóle nie znał, co najwyżej mógł się pochwalić bardzo dobrą pamięcią…

Teoria z ABS-em

Po sytuacjach jak ta, wspomniana wcześniej, wprowadziliśmy przepis, że z Sali egzaminacyjnej wychodzą wszyscy zdający razem i trzeba czekać na ostatniego rozwiązującego zadania. Nie chcieliśmy dopuszczać do sytuacji, gdy zdający zostaje sam na sam z egzaminatorem, by nie stwarzać sposobności do niewłaściwych zachowań ze strony zdających. Pewnego razu mieliśmy egzamin, gdzie wszyscy dawno już skończyli, a jeden pan bardzo długo zastanawiał się nad odpowiedziami na pytania. Tej wojny nerwów nie wytrzymał ogromnie umięśniony pan z typu ABS (absolutny brak szyi – red.), który wstał i głośno powiedział do tej osoby: „***** kończ w końcu, nie będziemy tutaj przecież całego dnia siedzieć”! Kandydat na kierowcę, do którego kierowane były te słowa, odpowiedział na pozostałe pytania w kilka sekund. Obaj panowie zdali egzamin.

Podziel się